Elżbieta Janicka/Wojciech Wilczyk, Nowe Miasto
Zdjęcie zrobione także z tarasu pracowni Henryka Stażewskiego, ale w przeciwną stronę, tzn. w kierunku Placu Krasińskich.
W książce Adiny Blady-Szwajger pt. „I więcej nic nie pamiętam”, można znaleźć następujący fragment dotyczący tej części miasta (autorka relacji trzy miesiące wcześniej wyszła z getta):
***
Campo di Fiori
Rano usłyszałyśmy strzały. Z daleka. To nie było w „naszym” domu, ani na naszej ulicy. Ubrałam się, zeszłam na dół i dowiedziałam się, że to w getcie. Ludzie mówili: „Zaczęło się”.
Więc poszłam na górę i powiedziałam to Heli, a ona tak jakby zapadł się w sobie. Miała szarą twarz. ale jaj jej nie pocieszałam.
- Wychodzę – powiedziałam.
A ona powiedziała „Idź” – i nic więcej.
Ubrałam się starannie. Włożyłam tę najlepszą garsonkę, uczesałam się, wypudrowałam, umalowałam usta. Jeszcze przed wyjściem popatrzyłam w lustro. Wszystko w porządku. Zwykła twarz.
U ulicznej kwiaciarki kupiłam pęk kaczeńców. Taki duży. Trzymałam te kwiaty w obu rękach i mogłam w nich zanurzyć twarz. Wielki Tydzień. Poniedziałek.
I poszłam. Na Plac Krasińskich. Najbliżej domu. Same nogi mnie poniosły tam, pod mur. Studnia tam stała, stoi do dziś. Taka „gruba Kaśka”, pękata pompa uliczna z dawnych czasów.
Przy tej studni w dzieciństwie obmywałam oczy z łez i nogi z krwi po upadkach na ulicy lub w ogrodzie.
A obok placu od kilku dni stałą czynna karuzela. Czynna. Na tej karuzeli siedziały dzieci i karuzela się kręciła i słyszałam jakąś muzyczkę. A może mi się zdawało. Dzieci się śmiały i ludzie przechodząc uśmiechali się. A tam za murem słychać było strzały.
Słychać było strzały, a dzieci się śmiały. I ja stałam z tymi kaczeńcami i uśmiechałam się. Jak wszyscy. Ludzie mówili potem, że wisiały chorągwie, ale ja ich nie widziałam. Nic nie widziałam, chociaż naprawdę nie miałam ani jednej łzy. Choćbym mogła i chciała, tobym nie płakała, bo było tak, jakby wszystkie łzy, które miałam kiedykolwiek, już dawno, może przed laty? – wyschły.
To nie było do płaczu. Tylko nogi miałam jakieś drewniane, ciężkie i może bym gdzieś usiadła, gdyby było gdzie. Ale nie było.
(…)